30 maja - 5 czerwca 2010 r.
Czerwiec w Bułgarii jest zazwyczaj upalny i słoneczny, ziemia w górach zamienia się w suchy puder drapiący w nos i zalegający w każdej szczelinie samochodu, a słońce praży od wczesnego ranka do późnego wieczora … tak jest zazwyczaj.
W tym roku wszystko jednak było inaczej – począwszy od śniegu zalegającego na górskich przełęczach, kiedy w zazwyczaj ciepłym kwietniu wyznaczaliśmy trasę, przez upały w maju po gigantyczne gradowe burze w czerwcu. Bałkańskie bezdroża wreszcie pokazały nam pazur !
Dzień 1 – niedziela, 30.05.2010
Zbiórka około 40 km od Sofii, na stacji Lukoil.
Jadąc do Sofii już wczoraj spotkaliśmy uczestników naszej wyprawy - Mitsubishi Pajero i Jeepa Wranglera. Wśród ruchu ulicznego wyławiamy się jak rodzynki w torcie, znaki rozpoznawcze – polska rejestracja, auto terenowe, no i mamy bingo!
Rano, o ósmej, w niedzielę Sofia śpi! Leniwie przejeżdżają autobusy miejskie, pojedyncze auta. Za to wieczorem w sobotę... Życie tętniło, prawie wszystkie sklepy pootwierane, choć była już 22.00, pełne biesiadujących ludzi kawiarnie i restauracje...W wyprawie bierze udział sześć aut: 2 x L200, Pajero, Land Rover, 2 x Jeep, w sumie 16 osób. Spotykamy znajomych Olę i Zdzisława - członków Klubu PolskiOffroad. Naszymi organizatorami są Natasza i Andrzej.
Już po kilkudziesięciu minutach orientuję się, że z tą wyprawą to jest „coś nie tak”... Nie jesteśmy uczestnikami! My jesteśmy gośćmi! A to zasadnicza różnica. Natasza i Andrzej znają Bułgarię wyśmienicie. Wiedzą, co chcą nam pokazać i jak tam dojedziemy! Ich celem jest pokazanie Bułgarii takiej jaką ona jest, pełnej kontrastów, malowniczych górskich krajobrazów, ale i betonowej brzydoty wybrzeża Morza Czarnego. Bułgarię mamy poczuć zmysłem wzroku, ale i smaku.
Więcej »