Jeśli chcesz otrzymywać informacje o imprezach
i nowościach w serwisie podaj swój e-mail
english version
reklama rajdu reklama sklepu

Sprawozdanie z imprezy

Wyprawa do Bułgarii
Trackim Szlakiem I

30 maja - 5 czerwca 2010 r.


Czerwiec w Bułgarii jest zazwyczaj upalny i słoneczny, ziemia w górach zamienia się w suchy puder drapiący w nos i zalegający w każdej szczelinie samochodu, a słońce praży od wczesnego ranka do późnego wieczora … tak jest zazwyczaj.

W tym roku wszystko jednak było inaczej – począwszy od śniegu zalegającego na górskich przełęczach, kiedy w zazwyczaj ciepłym kwietniu wyznaczaliśmy trasę, przez upały w maju po gigantyczne gradowe burze w czerwcu. Bałkańskie bezdroża wreszcie pokazały nam pazur !

Pomysł na trasę był prosty – przejechać rozległym terytorium, w czasach antycznych zamieszkanym przez indoeuropejski lud Traków, o których niezwykłej kulturze i bogactwie pisał Homer i Herodot. Trasa wiodła więc bułgarsko-greckim pograniczem w Rodopach, przez Tracką Dolinę, Starą Płaninę aż po Morze Czarne.

Wszystko zaczęło się około 30 kilometrów na wschód od Sofii, w chłodny poranek końcem maja… Lekko opóźnieni z powodu funkcjonowania w różnych strefach czasowych ruszyliśmy na południe. Po kilku kilometrach jazdy asfaltem ruszyliśmy szutrami w stronę majaczącego przed nami masywu Rodopów, pokonując pierwsze przewyższenie (1000 metrów) i korzystając z chwili słońca żeby wspiąć się na skalny punkt widokowy.

Pierwszy nocleg spędziliśmy nad brzegiem jeziora Batak, w akompaniamencie rechotu żab i dzwonków pasących się nieopodal koni. Poranek nad Batakiem okazała się bardzo aktywny – część ekipy wróciła kilkanaście kilometrów w poszukiwaniu zgubionej w ferworze walki z błotem tablicy rejestracyjnej Pajero, a reszta odbyła poranne manewry podczas wyciągania L200 z nie-tak-płytkiego (jakby się wydawało) błota.

Kolejne dni to przeprawa przez rodopskie przełęcze, wyścig z deszczem i codzienne uczty w lokalnych knajpkach (po zjedzeniu domowych mekitsi baliśmy się nawet przeciążenia samochodów).

Przez chwilę byliśmy też w Grecji, wspinaliśmy się w diabelskiej jaskini i na zawieszone nad przepaścią „Orłowe oko”.

Szczęśliwie dla nas po pierwszych deszczowych dniach, o poranku - na wysokości 1850 m n.p.m. przywitało nas słońce, a z każdym metrem w dół robiło się cieplej. Tego dnia wspinając się na szczyt twierdzy cara Asena czuliśmy się już całkiem „czarnomorsko”.

Ostatnie dni wyprawy poświęciliśmy na przejazd Tracką Doliną w masyw Starej Płaniny, eksplorację „niebieskich skał” – które nie wiedzieć czemu są czerwone, a także relaks i aromatyczną kawę we wspaniale odrestaurowanej XIX-wiecznej wiosce – Jerevnie.

W sobotę 5 czerwca, po zaskakującej błotnej przeprawie naszym oczom ukazało się morze i biała wieża latarni morskiej na klifie przylądka Emine !!!

Ostatnie metry były testem naszych AT-ków i MT-ków na rozgrzanym morskim piasku, po którym pozostało już tylko wybranie miejsca na nocleg z najlepszym widokiem na wschód słońca…

Wyprawę zakończyliśmy ogniskiem na plaży, przy którym snucie planów dalszych eskapad szło nam nadzwyczaj gładko – ale to już zupełnie inna historia...

 

Natasza Styczyńska

Zapraszamy do obejrzenia i zdjęć.

Kliknij na zdjęciu, aby przejść do galerii.


Zdjęcia Nataszy Styczyńskiej