Jeśli chcesz otrzymywać informacje o imprezach
i nowościach w serwisie podaj swój e-mail
english version

reklama Rajdu Nieustającego reklama sklepu zelazniak.pl

Off-roadowa rewolucja – to będzie hit sezonu!

 

Tradycyjny off-road przeżywa kryzys. Wciąż rosną koszty jego uprawiania, coraz trudniej też o odpowiednie tereny, mnożą się administracyjne zakazy i bariery, a sponsorzy zdecydowanie wola wspierać pro ekologiczne sporty. Jest jednak „światełko w tunelu”. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Wojtkiem Bednarczykiem, z Klubu Fanów Jazdy Terenowej PolskiOffroad, pomysłodawcą nowej, rewolucyjnej formy off-roadu i specjalnego pojazdu.

 

- Zacznijmy od początku. Co złego widzi Pan w tradycyjnym off-roadzie?

 

- To raczej nie trafione pytanie. Ja kocham tradycyjny off-road, we wszystkich jego formach i w uprawianym z rozsądkiem nie widzę nic złego – od lat go przecież propaguję. Rzecz w tym, że coraz więcej zła w tej pasji widzą inni i przez to mnożone są najprzeróżniejsze ograniczenia i bariery.

 

- Co konkretnie, a może kogo ma Pan ma myśli?

 

- Zacznę od różnej maści ekologów, którzy - nawiasem mówiąc - nic złego nie widzą w wieszaniu się na tygodnie na drzewach, a podnoszą lament, gdy ktoś do drzewa na chwilę zaczepi wyciągarkę. W drugiej kolejności wymienię naszych kochanych leśników. Wielu z nich – zwłaszcza dyrekcje – zachowują się jak przysłowiowy „pies ogrodnika”, który sam nie zje i drugiemu nie da. Jak wyglądają lasy wszyscy wiemy; zniszczenia powodowane przez samych leśników są nieporównywalnie większe od mogących powstać w wyniku kontrolowanego udostępnienia ich miłośnikom jazdy terenowej.
Wymienić też muszę rzesze strachliwych urzędników, którzy zamiast widzieć w off-roadzie szanse na promocję regionu wolą nic nie robić, albo powielać jakieś bezsensowne wzorce, jak choćby trasy rowerowe. Był nakaz z góry, to się je robiło - to nic, że rowerzysty tam nie uświadczysz... Zrobić coś innego, zaryzykować, przekonać lokalną społeczność, to zadania przerastające tych jegomości. „Lepiej nie rób nic, to się nie narazisz” i „aby do następnej wypłaty” – to ich życiowe i zawodowe dewizy. Na koniec zostawiłem lokalnych mieszkańców. Nie ma chyba takiego praktyka jazdy terenowej, który nie miał jakieś utarczki, albo nie zetknął się z wrogim nastawieniem miejscowych. Organizatora imprez off-road na pewno takiego nie ma! Generalnie jest tak, że np. śmieci w pięknym wąwozie można wywalić bezkarnie – w pobliskiej wsi nikt nie będzie „wiedział” kto to zrobił – robią to „swoi” i jest to wciąż akceptowane. Wystarczy jednak, że w tym samym wąwozie pojawi się terenówka i natychmiast wszyscy we wsi to widzą i zaczyna im to przeszkadzać...

 

- To rzeczywiście spora lista. Czy w takim razie jest ktoś, kto off-roadowi sprzyja?

 

- Szczerze przyznam, że trudno mi wymienić takie przykłady. Mógłbym wskazać np. samorząd Miastka, miejscowości znanej od lat z Magam Trophy, ale jak tam jest naprawdę mogliby odpowiedzieć jedynie organizatorzy tej imprezy. Można by się spodziewać, że sprzyjać powinny koncerny produkujące auta terenowe albo paliwa, ale niestety tak nie jest.

 

- Trudno uwierzyć w to że producenci terenówek albo paliw nie wspierają rozwoju off-roadu. Zaprzecza temu to, co widzimy choćby w telewizyjnych relacjach np. z Rajdu Dakar.

 

- Już wyjaśniam. Ja mam na myśli off-road dostępny dla zwykłych ludzi, w odmianie turystycznej, uprawianej rodzinnie, jak i sportowej z nastawieniem na rywalizację i trochę ekstremalnych przeżyć i o nim właśnie mówię. Z marketingowego punktu widzenia, dla wielkich producentów samochodów czy paliw to zupełnie nie istotny segment rynku. Ludzie, o których mówię, do jeżdżenia po krzakach i błocie rzadko kupują nowe auta. Zamiast porządnie je serwisować często sami coś „motają” z używanych części. Marne są więc na nich obroty. Dobrą terenówkę też niełatwo wyprodukować. Lepiej robić SUV-y oparte na standardowych podzespołach, adresowane do większej grupy potencjalnych użytkowników i wmawiać im ciągle, że „trendy” jest mieć najnowszy model. W terenie – wbrew reklamom – te auta nie dają sobie rady, a koncerny nie są zainteresowane pokazywaniem tego. Robią więc swoje off-roadowe „popierdółki” w formie tzw. imprez dealerskich, a nie chcą wspierać prawdziwych imprez terenowych. Jeśli chodzi o Rajd Dakar i inne wielkie imprezy, to mamy tu do czynienia z tzw. marketingiem sportowym. Opiera się on na obserwacji popartej badaniami, że ludzie lepiej odbierają reklamę, gdy towarzyszy pozytywnym emocjom. Stąd np. ogromne ceny za reklamy na strojach Adama Małysza czy Justyny Kowalczyk. Obecność znanych marek na Rajdzie Dakar nie ma więc wiele wspólnego ze wspieraniem off-roadu. Zapewniam, że gdyby np. gra w polo była u nas popularna, to Orlen pchałby się tam ze swoją reklamą i chciałby, żeby jego logo było na każdym koniu.

 

- Czy jest naprawdę tak źle? Co zatem spowodowało, że jazda terenowa się tak się upowszechnia, bo przecież to niezaprzeczalny fakt?

 

- Niestety dobrze nie jest i stąd mój rewolucyjny pomysł, ale o tym za chwilę. Off-road rozwijał się z wielu powodów. Jeździć po bezdrożach, panować nad pojazdem i zmagać się z przeszkodami lub rywalizować z innymi, to ogromna przyjemność, która kręci niemal każdego zdrowego faceta. Wciąga też wiele pań. Na początku nie wymaga żadnych szczególnych umiejętności - wystarczy prawo jazdy, odrobina odwagi i jakiś pojazd. Te ostatnie stały się w ostatnich latach łatwo dostępne, a ceny porównywalne z rowerami górskimi. Jazda terenowa szybko też przeradza się w życiową pasję, a z czasem owocuje chęcią dzielenia się z innymi, stąd ogromna ilość imprez off-road w Polsce. Z pasji powstały też warsztaty, serwisy i sklepy wyspecjalizowane w obsłudze miłośników jazdy terenowej.

 

- No właśnie, czy te ostatnie przez Pana wymienione warsztaty, serwisy i sklepy nie wspierają off-roadu?

 

- Oczywiście tak, ale jak powiedziałem one powstały z pasji i rzecz w tym, że najczęściej same wymagają wsparcia. Ich siła kształtowania opinii publicznej jest praktycznie żadna, nie mają też istotnego wpływu na przeszkody, ograniczenia i postawy, które wcześniej wymieniałem.

 

- Na czym zatem polega ten Pana rewolucyjny pomysł?

 

- Już mówię, ale wcześniej proszę mi jeszcze pozwolić przedstawić sytuację przeciętnego fana off-roadu. Ceny wciąż rosną, ale chyba najgwałtowniej paliwa, ubezpieczeń i wszystkiego co wiąże się użytkowaniem samochodów. Z badań PolskiegoOffroadu wynika, że przeciętnie aktywny off-roadowiec wydaje na to około 18,5 tys. zł rocznie: 1000 zł ubezpieczenie, 7500 zł paliwo, 7000 zł na naprawy i modernizacje, a 3000 to spadek rynkowej wartości pojazdu. Jeśli do tego doliczyć „wpisowe” (4000 zł) za udział w imprezach, koszty związanych z nimi noclegów (1500 zł) i wyżywienia (1500 zł), to otrzymujemy 25,5 tys. zł. Gdy off-roadową pasją zarażone są całe rodziny, to pół biedy. Kiedy jednak facet nie ma pełnej aprobaty swej partnerki (tak jest nierzadko), to lepiej tych kwot im nie pokazywać. I tak mają one pretensje o ciągłe wydatki „na złom”, o przesiadywanie w garażu i o porzucanie rodziny na weekendy. A jak porównają to z cenami wczasów na Majorce, to „dziura w brzuchu” faceta pewna. Trzeba też mieć na uwadze nieciekawe perspektywy. Polska upodabnia się szybko do zachodniej Europy, a tam właściciele aut terenowych nie maja lekko. Dopuszczane są przeróbki tylko w wyspecjalizowanych warsztatach za grube pieniądze, a każde inne powodują ciężkie mandaty i natychmiastowe odebranie dowodów rejestracyjnych przez policję. Te przepisy oficjalnie są już w Polsce i tylko patrzeć jak nasze służby (ma to robić u nas głównie Inspekcja Drogowa) zaczną wspomagać budżet w ten sposób. Skończy się też niedługo – tak jak na zachodzie - wolność podróżowania po (publicznych) drogach nieutwardzonych - są już projekty odpowiednich ustaw. Pozostanie więc tylko jeździć w kółko po specjalnie wyznaczonych torach i martwię się, że będą to stare wysypiska, wyrobiska i inne nieciekawe miejsca.

 

- To smutne. Ma Pan jednak ten swój rewolucyjny pomysł?

 

- Tak, znalazłem rozwiązanie. Musimy przesiąść się na inne pojazdy. Zostały one przegapione przez autorów wszelkich ustaw i ten odkryty przeze mnie przypadkiem stan prawny zwróci nam off-roadową wolność podróżowania. Nikt bowiem nie będzie mógł nam zabronić wjazdu do lasów, parków narodowych i rezerwatów. Nawet tam, gdzie wstępu nie maja rowerzyści, my będziemy mogli jeździć! Dodatkowo wymienione przeze mnie wcześniej koszty spadną o dwie trzecie. Żony będą więc zadowolone, a to przecież jest bezcenne!

 

- Brzmi nieprawdopodobnie. Co to za pojazdy?

 

- Pewne sprawy objęte są jeszcze tajemnicą handlową i ujawniamy je jedynie indywidualnym zainteresowanym, składającym zamówienia, prowadzimy bowiem już sprzedaż. Teraz mogę ujawnić jedynie, że pojazd powstał w kooperacji polsko-chińskiej, a strona polską jest firma Ewiax, prowadzona przez jednego z członków Klubu PolskiOffroad. Jest bardzo lekki i zwrotny w terenie, łatwy do opanowania i tak ekologiczny, jak tylko pojazd być może. Jego parametry powodują, że będzie najprawdopodobniej wymagał stworzenia oddzielnej klasy na imprezach off-road, tak jak to jest w przypadku quadów i już na ten temat zaczynamy rozmowy z organizatorami. Oficjalna prezentacja odbędzie się w niedzielę 10 kwietnia 2011 roku o 11.00 we Franciszkowie koło Tłuszcza (Mazowsze), podczas organizowanego tam przez PolskiOffroad „Podwarszawskiego spotkania off-road”. Udział w nim zapowiedziało przedstawicieli wielu mediów, ale mamy jeszcze wolne miejsca i zapraszamy także na jazdy próbne.

 

- Czy znana jest już cena? Czy pojazd ma jakąś nazwę?

- Cena też na razie objęta jest tajemnicą, zapewniam jednak, że mile zaskoczy nabywców. Staraliśmy się zmieścić w granicach akceptowalnych dla każdego i to się nam udało. Członkowie Klubu PolskiOffroad i uczestnicy Rajdu Nieustającego korzystać będą z 30% rabatu. Przewidujemy też wersję do samodzielnego montażu, która będzie tańsza i da satysfakcję majtserkowiczom. Jeśli chodzi o nazwę, to na razie posługujemy się roboczym oznaczeniem D38iL, ale ogłosiliśmy konkurs. Wystarczy przysłać nam jej propozycję na adres e-mail: kontakt@polskioffroad.com, a autorowi wybranej nazwy przekażemy nieodpłatnie jeden pojazd. Poszukujemy też dziesięciu osób z całej Polski zainteresowanych wypożyczeniem pojazdu na miesiąc do testów.

 

- Czy chce Pan coś na koniec dodać?

 

- Może tylko tyle, że nasza propozycja przełamuje standardy i z pewnością adresowana jest do osób otwartych i odważnych. Zdajemy sobie sprawę, że wywołać może krytykę tradycjonalistów szczególnie, gdy będą mieć coś do stracenia. Podjęliśmy jednak ryzyko i wierzymy, że odniesiemy sukces. Zachęcam do śledzenia informacji w naszym serwisie www.polskioffroad.com. Niedługo już wszystko będzie jasne.

 

Rozmawiała Katarzyna Raczek.

 

Uwaga: to był pryma aprylisowy żart.

Niestety na razie nie będzie off-roadaowej rewolucji, bo raczej marna jest szansa, że popularyzowany przez nas pojazd i sposób rywalizacji zyska szrsze uznanie. Sam oceń - zobacz ten rewolucyjny pojazd w trakcie testów!