Aby otrzymywać od nas wiadomości, podaj:
imię:
email:
english version
reklama rajdu reklama sklepu

Namiot dachowy niemal doskonały

 

Każdy, kto był choć na kilkudniowej wyprawie, wie jak bardzo wkurzające jest codzienne rozkładanie biwaku i szykowanie miejsca do spania. Przez jakiś czas można wmawiać sobie, że na tym właśnie polega urok wyprawy, ale na dłuższą metę to zawodzi. Stąd zapewne bierze się popularność wielu wynalazków, których zadaniem jest ułatwienie podróżniczego życia. Jednym z ważniejszych i mocno rozpowszechnionym jest namiot dachowy.

 

Poniżej dzielę się swymi przemyśleniami i doświadczeniami na ten temat. Przedstawiam też stosowane przez mnie rozwiązanie. Zainteresowanych od razu zachęcam do składania zamówień, bowiem (namówiony przez znajomych) uruchamiam właśnie niewielką, „seryjną” produkcję.

Czy namiot dachowy naprawdę „ułatwia życie”?

W porównaniu do tradycyjnego namiotu, rozstawianego na ziemi, główną zaletą namiotu dachowego jest całkowita niezależność od gruntu. Może być mokro, nierówno, brudno. Nie przeszkadzają kamienie, mrówki itp., a na biwak potrzeba o wiele mniej miejsca.

Jest też w nich zwykle o parę stopni cieplej, co ma znaczenie często nawet latem, zwłaszcza w górach.

 

Najbardziej uciążliwą wadą jest konieczność wspinania się po drabince. Wymaga ona przynajmniej minimalnej sprawności fizycznej (czytaj: ogranicza dopuszczalne dawki alkoholu, szczególnie moczopędnego piwa...).

 

Drugą, istotną wadą jest konieczność składania namiotu dachowego, gdy chcemy skorzystać z samochodu. Mam tu na myśli przypadki, kiedy w jednym miejscu biwakujemy kilka dni. Posiadacze „naziemnych” namiotów mają przewagę, bo mogą zostawić wszystko bez składania, aby np. pojechać do sklepu.

 

Trzecie miejsce wśród wad, w mojej ocenie, zajmuje znaczne ograniczenie dzielności terenowej auta. Dostępne na rynku namioty dachowe nie są lekkie (ponad 50 kg) i małe po złożeniu. Zajmują co najmniej pół powierzchni bagażnika i podwyższają auto prawie o pół metra. Ciężej z takim balastem pokonywać trawersy lub przedzierać się przez krzaki...

 

Wspomniane wyżej masa i gabaryty dają się we znaki nawet wtedy, gdy unikamy ciężkiego terenu. Znacznie zwiększają bowiem aerodynamiczne opory i wzrasta zużycie paliwa.

 

Wiele namiotów, jest też niesłychanie skomplikowanych w obsłudze. Nieraz byłem świadkiem kilkuosobowych i ponad 20. minutowych, akrobatycznych zmagań na dachach samochodów podczas rozkładana i składania namiotów. Znam też takich, których ten trud całkowicie zniechęcał i mimo, że mieli namioty dachowe, to kilka nocy podczas wyprawy woleli spędzić na siedząco w samochodzie...

 

Wymieniając wady nie można też pominąć wysokiej ceny namiotów dachowych (najtańsze od ok. 3500 zł,), które z dodatkami w postaci „przedsionków”(1000 – 2000 zł) rolet (ok. 1000 zł) itp. osiągają ceny używanych przyczep kempingowych. Dla porównania: bardzo dobry klasyczny namiot ("naziemny"), z którym można wybrać się śmiało nawet w Himalaje, można kupić poniżej 1000 zł.

Czy warto więc inwestować w namiot dachowy?

Uznałem, że tak. Zdecydowałem się jednak na własną konstrukcję, bo na rynku nie znalazłem nic, co spełniałoby moje oczekiwania. Podstawą projektu było określenie moich potrzeb i parametrów.

 

Najważniejszą dla mnie cechą była łatwość obsługi – założyłem, że rozkładanie i składanie nie powinno zająć jednej osobie dłużej niż minutę, przy czym wszystkie rzeczy potrzebne do spania (materac, śpiwory poduszki) powinny pozostawać cały czas w namiocie, zabezpieczone przed kurzem i wilgocią.

Namiot miał zapewnić wygodne spanie dla dwóch osób.

Uznałem też, że nie powinien ważyć więcej niż 25 kg i przyjmować kształt po złożeniu możliwie płaski i aerodynamiczny oraz mieć na tyle trwałe pokrycie, aby nie bać się przedzierania przez krzaki.

Miał też zmieścić się na dachu jeepa cherokee i posiadać konstrukcję „samonośną”, aby dawało się go założyć nawet na osobówkę wyposażoną jedynie w relingi.

Oczywiście nie akceptowałem też rynkowej ceny. Założyłem, że koszt materiałów nie przekroczy 1000 zł. Swojej robocizny nie szacowałem.

Pierwszy projekt i prototyp

Punktem wyjścia było założenie, że wykorzystam gotowy, zwykły, namiot „naziemny” i dorobię do niego jedynie stelaż i opakowanie.

Wybór padł na dwuosobowy, samorozkładający się namiot Quechua.

 

Kliknij na obrazku, aby powiększyć.

 

Wystarczyło odpowiednio przerobić konstrukcję stelaża z włókna szklanego, aby dobrze rozkładał się wraz z otwieraniem ochronnej skrzyni-podłogi.

 

Tak wyglądał złożony i po rozłożeniu:

Wygodne spanie zapewniać miał dmuchany materac pompowany elektryczną pompką.

Skrzynię otwierało się po odpięciu rzepów pokrowca jednym ruchem i namiot sam się naprężał.

Należało jedynie napompować materac (śpiwory i poduszki zgodnie z założeniem pozostawały w środku).

Testy trwały całe wakacje 2010 roku.

Niestety namiot ten okazał się nieco za mały dla dwóch osób (jego kształt jest taki, że przy grubym materacu dotyka się twarzą i stopami do tropika (już przy 176 cm wzrostu).

Największa jednak wada ujawniała się przy wchodzeniu do środka podczas deszczu.

Odsuwane wejście jest pod katem i stanowi jednocześnie fragmentem dachu, więc po jego otwarciu deszcz leje się do środka. Na ziemi może da się szybko wskoczyć, albo użyć parasola. Na dachu samochodu robi się jednak z tego istotna wada...

Drugi projekt i prototyp

Powstał więc drugi projekt i prototyp. Tym razem zastosowany został dwuosobowy namiot duńskiej firmy Easy Camp. Jego kształt zapewnia już odpowiednią wysokość nad głowami, a wejście schowane jest przed deszczem w małym przedsionku.

Prototyp ten przeszedł pozytywnie intensywne testy w wakacje i podczas wyprawy na Krym w 2011 roku. Jestem z niego zadowolony i polecam wszystkim zainteresowanym.

 

Oto zdjęcia i szczegółowy opis.

Tak wygląda złożony na bagażniku:

Konstrukcję skrzyni-podłogi z wodoodpornej sklejki pokrywa nieprzemakalny pokrowiec z plandekowego, bardzo mocnego materiału, zapinany szczelnie na rzepy. Zabezpiecza on również skutecznie przed dostawaniem się kurzu do środka. Na wierzchu spoczywa aluminiowa, bardzo lekka drabinka. Jej dopuszczalne obciążenie to 130 kg. Chroni ona dodatkowo górną powierzchnię podczas przeciskania się przez krzaki.

Skrzynia ma 22 cm wysokości (z drabinką 26), 105 szerokości, a jej długość wynosi 170 cm.

Waga całości (z materacem, śpiworami i poduszkami) nie przekracza 25 kg.

 

Rozkładanie namiotu jest niezwykle proste i szybkie:

Zaczyna się od odpięcia gumek, którymi mocowana jest drabinka z tyłu samochodu. Potem należy rozpiąć rzepy z tyłu, z lewej strony i z przodu.

Przy tym ostatnim (wygodnie jest stanąć na progu) odpina się również gumki mocujące drabinkę i odstawia ją się na bok.

Potem wracamy na tył samochodu i (stając na zderzaku, albo używając drabinki) należy otworzyć wieko skrzyni. Opada ono miękko dzięki podtrzymującym je gumom.

Następnie należy otworzyć burtę. Namiot sam się napręża (linki które trzymam w rękach na zdjęciu nie muszą być naciągnięte - poniżej pokazuję do czego można je wykorzystać).

Teraz należy zamocować drabinkę za pomocą tej samej gumki, którą była mocowana na skrzyni i już namiot jest gotowy do użycia.

Wszystkie powyższe czynności zajmują mniej niż minutę.

W namiocie mamy już gotowy materac (twarda gąbka o grubości 6 cm w bawełnianej powłoczce łatwo zdejmowanej w razie potrzeby do prania). Mogą też być przechowywane śpiwory i poduszki.

Wchodząc do namiotu dobrze jest zdjąć buty. Jest na nie zadaszona półka. W środku jest wystarczająco dużo miejsca dla dwóch osób...

Zwracam uwagę, że konstrukcja namiotu nie wymaga żadnych odciągów. Można więc śmiało korzystać z namiotu np. na wyasfaltownym parkingu.

Lepiej jednak, gdy w grunt można wpić szpilki, bo można wtedy znacznie powiększyć przedsionek namiotu. Służy do tego płachta uszyta z lekkiej, plandekowej tkaniny. Zajmuje ona bardzo mało miejsca w bagażniku, a niesamowicie się przydaje, gdy pada deszcz.

Jej montaż zacząć należy od naciągnięcia i zakotwiczenia linek, które trzymałem w rękach na powyższym zdjęciu. Następnie łączy się płachtę z namiotem za pomocą wszytego rzepa.

 

Rzepami przyczepia się również płachtę do naciągniętych linek.

Potem należy naciągnąć wszystko szpilkami:

Gotowa konstrukcja wygląda tak:

Zwracam uwagę na zadaszone miejsce po prawej stronie samochodu. W planach mam zrobienie tu "kabiny" prysznicowej.

Pod płachtą przedsionka uzyskuje się naprawdę dużo przestrzeni. W deszczowe dni to idealne miejsce do sporządzania i pałaszowania posiłków. Można też zrobić tu całkiem sporą, wieczorną imprezkę (zaliczony test na sześć osób z krzesełkami, dwoma stolikami, jedną gitarą i dwoma skrzynkami piwa...).

Dodam, ze rzepowe połączenia wyśmienicie sprawdziły się podczas wichury, stanowiąc swego rodzaju bezpieczniki. Podmuchy rozpięły rzepy, dzięki czemu nic się nie porwało...

 

Składanie namiotu jest równie proste jak rozkładanie.

 

Przebiega w odwrotnej kolejności. Po zdjęciu dodatkowej płachty przedsionka zwalnia się naciąg przedsionka namiotu i odmocowuje drabinkę. Następnie zwija się wszystkie linki i podnosi burtę skrzyni.

Potem należy przejść na drugą stronę samochodu i podnieść wieko. Nie trzeba do tego dużej siły bo pomagają gumowe odciągi.

Wieko skrzyni miękko opada, bo rolę amortyzatora pełni doskonale materac z gąbki wewnątrz namiotu. Wystarczy pozapinać rzepy pokrowca

i zamocować drabinkę gumkami

i można ruszać w drogę (lub na bezdroża).

 

Zapraszam do zadawania pytań. Zainteresowanym możemy zrobić taką konstrukcję.

Koszt to 1800 - 2200 zł (zależy od tego, czy ma to być konstrukcja samonośna, czy mocowana na płaskim bagażniku).

 

Wojciech Bednarczyk

e-mail: w.bednarczyk@polskioffroad.com, tel. 607 447436

 

Zobacz namiot na innych samochodach: